Maniac

Pomysł serii: Patrick Somerville
Występują: Emma Stone, Jonah Hill, Justin Theroux, Sonoya Mizuno, Gabriel Byrne, Sally Field
Produkcja: USA, 2018
Sezony: 1
Gatunek: komediodramat science fiction

Ocena: 4 out of 5 stars

Jeśli istnieją produkcje, które można oceniać wyłącznie zero-jedynkowo, które albo się kocha, albo nienawidzi – Maniac z całą pewnością się do nich zalicza. Cary Joji Fukunaga funduje nam emocjonalny rollercoaster, choć z całą pewnością nie każdy wytrwa do końca przejażdżki.

Opowieść o cierpiącym na schizofrenię Owenie i emocjonalnie chwiejnej Annie, których losy krzyżują się w trakcie przedziwnego eksperymentu medycznego, w trakcie którego testowany jest nowy, potencjalnie rewolucyjny psychotrop – remedium na wszelkie psychologiczne schorzenia, w gruncie rzeczy nie grzeszy oryginalnością. Ot, historia dwojga osób, które nie z różnych względów nie potrafią odnaleźć się w otaczającej je rzeczywistości, a które odnajdą w sobie oparcie.

I choć Maniac opowiada o sprawach trudnych, kapitalnie – acz subtelnie – pokazując dramaty osób cierpiących na zaburzenia osobowości, osób głęboko straumatyzowanych, których wewnętrzne wołanie o pomoc często przebrzmiewa nieusłyszane, to nie spodziewajcie się po tym serialu umysłowej wiwisekcji rodem z podręczników psychoterapeuty. W zamian otrzymacie jednak cudownie groteskową tak w treści, jak i formie, opowieść o dwojgu ludzi, którzy próbują przezwyciężyć swoje wewnętrzne demony, pogodzić się z przeszłością, rozpocząć nowe życie. 

Było? Owszem. Ale nie w takiej formie!

Pisząc tę recenzję pierwszym problemem, z jakim musiałem się mierzyć, była próba zdefiniowania gatunku, w ramach którego Maniac można zaszufladkować. Bo i czego tu nie ma? Romans, kryminał noir, dramat psychologiczny, komedia, fantasy (sic!). Całość zanurzona w sosie klasycznego (o ile w przypadku tego serialu cokolwiek można określić tym mianem) science fiction. Słowem: postmodernistyczna mieszanka wybuchowa, za którą momentami trudno nadążyć. Zwłaszcza, że Cary Joji Fukunaga (reżyser kapitalnego skądinąd pierwszego sezonu Detektywa) nie ułatwia widzowi życia, zaburzając narrację, a częste opowiadania wewnątrz opowiadań (na czele z absolutnie rewelacyjnym wątkiem skradzionego lemura!) przybliżają ją poniekąd do formuły szkatułkowej.

Jednak absolutnym majstersztykiem jest świat przedstawiony.

Futurystyczna wersja przeszłości – to określenie chyba najlepiej oddaje to, z czym w Maniacu mamy do czynienia. Scenografia i kostiumy zdają się sugerować, że akcja serialu rozgrywa się mniej więcej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku, technologicznie jednak bardziej rozwiniętych od współczesności. Spójność wizji, jej rozmach, muszą budzić uznanie i dodają całości smaczku.

Na oklaski na stojąco zasłużyli też aktorzy.

Maniac to prawdziwy aktorski koncert, zarówno Emmy Stone, jak i Jonaha Hilla. Oboje mieli trudny orzech do zgryzienia; nie tylko musieli przekonująco odegrać zaburzenia psychiczne swoich bohaterów (co udało się fenomenalnie), to jeszcze sportretować różne ich wariacje. Kiedy trzeba – szarżują. Kiedy scenariusz na to pozwala – wyciszają ekspresję. Czapki z głów! Reszta obsady, na czele z rewelacyjnym Justinem Theroux w zasadzie dotrzymuje im kroku.

Na osobny akapit zasługuje muzyka Dana Romera, etatowego współpracownika Fukunagi. Dyskretny, niemal ambientowy podkład idealnie współgra z klimatem opowieści, choć Romer potrafi również uderzyć w bardziej klasyczne tony, tworząc prawdziwie przejmującą partyturę.

Wady? Wszystko zależy od ciebie.

Jeśli serialem się nie zachwycisz, jeśli nie dasz się porwać tej, niemalże szalonej, formule, albo zwyczajnie nie jesteś fanem tego typu opowieści, wówczas praktycznie wszystkie zalety tej produkcji zamienią się w wady. Groteskowa, momentami wręcz absurdalna fabuła z całą pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Stąd też początkowe stwierdzenie: Maniaca można albo pokochać, albo znienawidzić. W tym przypadku akurat półśrodki nie istnieją.
A i rację będą mieli ci, którzy Maniacowi zarzucą przerost formy nad treścią. Owszem, serial nie ma nam do zaproponowania żadnych prawd objawionych, nie oszołomi zawiłością fabuły. To w gruncie rzeczy dość klasyczna opowieść. Tyle, że zaserwowana w sposób niezwykły.