Dark

Pomysł serii: Baran bo Odar, Jantje Friese
Występują: Louis Hofmann, Andreas Pietschmann, Daan Lennard Liebrenz, Lisa Vicari, Ella Lee, Oliver Masucci
Produkcja: Niemcy, 2017 – nadal
Sezony: 2
Gatunek: science fiction

Ocena: 4.5 out of 5 stars

Pomimo niezwykle pozytywnego, momentami wręcz entuzjastycznego, przyjęcia pierwszego sezonu Dark, długo łamałem się, nim wreszcie zdecydowałem się dać mu szansę. No bo wiecie: niemieckie science fiction. Z całym szacunkiem dla naszych zachodnich sąsiadów, ale gatunek ten raczej nie jest kojarzony z twórczością tego kraju. Co w sumie jest ciekawe, biorąc pod uwagę, że przecież to w Niemczech wylano fundamenty pod fantastykę naukową, monumentalnym i ponadczasowym Metropolis (1927) Fritza Langa. Potrzeba było kolejnych 90 lat (sic!), by niemieckie dzieło science fiction ponownie znalazło się na ustach wszystkich. Trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie: Baran bo Odar i Jantje Friese stworzyli serial wyjątkowy. I to pomimo kilku wad.

źródło: dw.com

Punkt wyjścia jest w zasadzie sztampowy; ot, w niewielkim miasteczku Winden w tajemniczych okolicznościach znika dziecko. Nie potrzeba przesadnej wnikliwości, by znaleźć kilka punktów wspólnych z poniekąd kultowym Stranger Things, również od Netfliksa. Fakt, iż katalizatorem zdarzeń wydaje się być rządowa placówka (tu: elektrownia atomowa), wokół której roztacza się aura tajemnicy, jest najbardziej oczywistym, ale nie jedynym podobieństwem. Czy nawiązania te są dziełem przypadku? Pewnie nie, ale tak naprawdę szybko przestaje mieć to jakiekolwiek znaczenie. Oba seriale bowiem więcej dzieli, niż łączy, oba też zanurzone są w kompletnie różnej stylistyce. 

O ile w Stranger Things postawiono na zabawę formą, której najważniejszymi cechami stały się precyzyjnie odtworzony klimat lat osiemdziesiątych oraz liczne nawiązania do ówczesnej popkultury, o tyle Dark ze śmiertelną powagą podchodzi do opowiadanej przez siebie historii. Jest to w gruncie rzeczy twarde science fiction, odwołujące się do starego jak świat (gra słów niezamierzona) motywu – podróży w czasie. Podejście to, jakkolwiek godne uznania (zwłaszcza dla fanów gatunku) jest jednocześnie bodaj największą bolączką serialu. Nie ma w nim miejsca na jakiekolwiek mruganie okiem, rozluźniające gęstą jak smoła atmosferę żarty, przez co całość może być trudno przystępna, zwłaszcza dla osób na co dzień nie lubujących się w tej tematyce.

źródło: indiewire.com

Dark cierpi też na irytującą momentami, choć zrozumiałą ze scenopisarskiego punktu widzenia, manierę, która nie pozwala na przedwczesne okrycie kart. Jest to w zasadzie oczywiste, ale w tym konkretnym przypadku – problematyczne. Nie chcąc zdradzić zbyt wiele z założeń serialu powiedzmy, że jego bohaterowie, by nie psuć widzowi zabawy, zmuszeni są do ciągłego operowania zagadkami, nie wyjaśniając niczego wprost. Efektem tego jest pewna nienaturalność dialogów, co tylko częściowo udaje się zamaskować na stole montażowym, kiedy to poszczególne sceny ucinane są w punktach kulminacyjnych tak, by aura tajemniczości nie ulotniła się zbyt szybko. 

Na szczęście opowiadana w serialu historia jest na tyle frapująca, że widz dość szybko przechodzi nad tym zabiegiem do porządku dziennego (albo też w ogóle nie zwraca na niego uwagi). Trudno też fakt ten rozpatrywać w kategoriach wady, zwłaszcza biorąc pod uwagę założenia świata przedstawionego, a przede wszystkim, prawideł rządzących serialowy, upływem czasu. 

Te zaś zostały przez twórców przepracowane z niezwykłą wręcz estymą. Choć podróże w czasie zostały w literaturze i filmie science fiction zgrane na miliony sposobów i na dobrą sprawę chyba nie można w tym temacie wymyślić już niczego nowego, bo Odar i Friese dołożyli wszelkich starań, by ich mechanikę w Dark uczynić możliwie spójną i sensowną, zręcznie omijając (a czasem wręcz wykorzystując) konsekwencje związanych z tym paradoksów. Zwłaszcza, że owa mechanika ma kluczowe znaczenie zarówno dla fabuły, jak i sposobu jej przedstawienia.

Tym bardziej, że mimo wszelkich zawiłości, widz raczej nie jest prowadzony za rękę. Co najwyżej od czasu do czasu może liczyć na rzucane tu i ówdzie koło ratunkowe w postaci kolaży obrazów, które pomogą mu przypomnieć sobie kto do cholery jest kim w tym serialu. A nagromadzenie postaci i wątków pobocznych z czasem robi się naprawdę spore, w związku z czym Dark wymaga od widza dość dużej uwagi.

źródło: pinerest.com

Nie sposób również nie pochwalić serialu za fantastycznie budowany klimat, w czym dużą rolę odgrywają rewelacyjne zdjęcia (jakże złowieszczo wygląda panorama ukazująca elektrownie atomową, z wydobywającą się z olbrzymich kominów gargantuicznych rozmiarów smugą dymu – kompozycyjne mistrzostwo świata!) i doskonale z nimi współgrająca muzyka autorstwa Bena Frosta, specjalizującego się w eksperymentalnym, ambientowym brzmieniu. Z czysto technicznego punktu realizacja Dark stoi na najwyższym poziomie, a jego twórcom nie można mieć absolutnie niczego do zarzucenia. 

Cieszy też to, że choć niemal cała istota serialu opiera się na wspomnianej wcześniej tajemnicy, to jednak jej rąbki są stopniowo uchylane, przez co Dark (póki co!) nie podąża ścieżką – dajmy na to – Zagubionych, którego scenarzyści konsekwentnie gmatwali poszczególne wątki tak, że na końcu nawet oni sami pogubili się w stworzonym przez siebie świecie. Pod tym względem niemiecka produkcja zdaje się być naprawdę wyważona.

Wszystko to sprawia, że Dark obejrzeć zwyczajnie trzeba. To jeden z najciekawszych i najlepiej prowadzonych seriali sygnowanych marką “Netflix Original”, zwłaszcza w szeroko rozumianym gatunku science fiction. Brawa!