The Umbrella Academy

Pomysł serii: Steve Blackman, Jeremy Slater na motywach komiksu Gerarda Way’a i Gabriela Bá
Występują: Ellen Page, Tom Hopper, David Castañeda, Emmy Raver-Lampman, Mary J. Blige
Produkcja: USA, 2019 – nadal
Sezony: 1
Gatunek: ekranizacja komiksu

Ocena: 4.5 out of 5 stars

Pomimo zakończenia współpracy z Marvelem Netflix najwyraźniej nie zamierza wycofywać się z ekranizacji komiksów. Jeśli kolejne produkcje będą utrzymywały poziom The Umbrella Academy – nikt za przygodami bohaterów Domu Pomysłów nie zapłacze.

Fot. geekgirlauthority.com

Nie ma się oczywiście czemu dziwić. Obecnie ekranizacje amerykańskich komiksów cieszą się gigantyczną popularnością – kiedy piszę te słowa, najnowsza odsłona kinowego cyklu o Avengersach zdetronizowała Avatara i przejęła tytuł najbardziej dochodowego filmu wszechczasów. Jak na ironię, do niedawna to właśnie produkcje będące efektem współpracy Marvela i Netfliksa uważane były za najbardziej dojrzałe komiksowe dzieła w formacie telewizyjnym, choć trzeba uczciwie przyznać, że miały one zarówno momenty wielkie (pierwsze sezony Daredevila, Jessiki Jones i Punishera), jak i mocno nierówne (praktycznie cała reszta). Zdarzały się również katastrofy, z dramatycznie złym Defenders na czele.

Mimo wszystko seriale te można uznać za „bezpieczne”. Oczywiście były one adresowane do dojrzałego widza, miały swoją specyficzną estetykę, ale w gruncie rzeczy ich forma była z grubsza klasyczna.

A wtedy nastał Legion.

Osadzona w uniwersum X-Men (choć raczej w jego odmętach, nieczytelnych dla mniej wtajemniczonego odbiorcy) produkcja od Foksa była niczym bomba atomowa zdetonowana w skostniałym już nieco gatunku komiksowych ekranizacji. Szalona, postmodernistyczna, totalna jazda bez trzymanki zaskarbiła sobie uznanie krytyków i z miejsca została otoczona kultem – przynajmniej przez te osoby, które były w stanie nadążyć za pokrętnymi wymysłami jego scenarzystów.

Sukces Legionu (i późniejszego Doom Patrol) uświadomił twórcom, że ekranizacje komiksów są doskonałym miejscem do eksperymentów – tak w warstwie realizacyjnej, jak i narracyjnej. Zabawa formą, zaburzenie struktury opowieści, kompletnie odrealnione motywy. Wszystkie chwyty dozwolone!

Fot. artofvfx.com

Netflix zakończył współpracę z Marvelem, ale życie nie znosi próżni. 

Tak oto zwrócono oczy ku trzeciemu z największych graczy na rynku komiksowym w USA, Dark Horse Comics. To na łamach tego wydawnictwa w latach 2007 – 2008 ukazała się pierwsza limitowana seria The Umbrella Academy autorstwa Gerarda Waya (scenariusz) i Gabriela Bá (rysunki). Seria została uhonorowana prestiżową Nagrodą Eisnera, zdobyła również uznanie krytyków. Ostatecznie doczekała się przeniesienia na srebrny ekran, a efekt przerósł oczekiwania!

W 1989 roku 43 kobiety na całym świecie w tym samym momencie rodzą dzieci, pomimo tego, że nie były w ciąży. Siedmioro z nich zostaje adoptowanych przez tajemniczego i ekscentrycznego milionera, Sir Reginalda Hargreevesa, który dostrzega ich niezwykłe zdolności, a które próbuje wykorzystać do walki ze złem – tworząc grupę o cokolwiek groteskowej nazwie, The Umbrella Academy. Kiedy Sir Reginald umiera, drogi “rodzeństwa” ponownie się łączą, by zapobiec apokalipsie.

Banał? Tak, sugerując się opisem trudno odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z produkcją niezwykłą. Motyw ratowania świata przed katastrofą przez osoby obdarzone nadzwyczajnymi mocami jest w zasadzie fundamentem amerykańskiego przemysłu komiksowego. 

Fabuły The Umbrella Academy nie sposób określić mianem przełomowej. 

Co więcej, od pewnego momentu rozgrywające się na ekranie wydarzenia stają się dość przewidywalne i oczywiste. Ale forma w jakiej zostają nam zaserwowana – z zaburzoną chronologią narracji, licznymi dygresjami, wątkami pobocznymi – fascynuje, przy czym nawet przez chwilę nie ma się poczucia przerostu formy nad treścią. Niemal od początku wiemy z grubsza co się wydarzy, ale poznanie odpowiedzi na pytania: “jak?” i “dlaczego?”, jest niezwykle satysfakcjonujące. 

Fot. ocdn.eu

W The Umbrella Academy poznajemy całą galerię barwnych, jedynych w swoim rodzaju bohaterów.

Fabuła serialu nie jest napędzana przez jedną czy dwie postaci. Wszyscy, bez względu na to, czy mają do odegrania pierwszo- czy drugoplanową rolę, stanowią o jego sile. Każda postać jest inna, każda jest specyficzna. I każda, w ten czy inny sposób, jest tragiczna. A pamiętajmy, że rozmawiamy o serialu, w którym pojawia się i gadająca małpa (!), i matkujący rodzeństwu android (!!), i rozmawiający z umarłymi narkoman, i zamknięty w ciele chłopca mężczyzna – świadek postapokaliptycznego upadku cywilizacji.

Jeśli do zalet The Umbrella Academy dodamy perfekcyjną realizację i doskonałe tempo, a przede wszystkim całą masę niepowtarzalnych, zakręconych motywów, otrzymujemy serial niemal idealny.
Nie dla każdego, oczywiście, bo i komiksowy świat nie każdego do siebie przekonuje. Nawet, jeśli – tak jak w tym przypadku – bardziej mamy do czynienia z dziełem, które bierze wprawdzie na warsztat znane z komiksów motywy, po czym brutalnie je dekonstruuje. Jeśli jednak z szeroko rozumianą fantastyką jest Ci po drodze – spróbuj koniecznie! The Umbrella Academy zapewnia solidną dawkę emocji.