Jestem matką (I Am Mother)

Reżyseria: Grant Sputore
Scenariusz: Michael Lloyd Green
Występują: Clara Rugaard, Rose Byrne, Hilary Swank, Luke Hawker
Produkcja: USA, Australia, 2019
Czas trwania: 115 minut
Gatunek: science fiction

Ocena: 3 out of 5 stars

Są takie filmy, którym trudno jest cokolwiek konkretnego zarzucić, jednocześnie jednak nie sposób uznać je za szczególnie udane. Jestem matką idealnie wpisuje się w tę charakterystykę. 

Rodzaj ludzki wyginął. Ziemia, w efekcie bliżej nieokreślonych wojen, stała się niezdatna do życia. Przetrwały jednak zarodki, dzięki którym droid (zwany później tytułową “Matką”) podejmie próby odbudowy ludzkości.  

W ten intrygujący sposób zawiązuje się akcja filmu, który, zdawać by się mogło, próbuje w oryginalny sposób na nowo opowiedzieć historię o kresie życia na Ziemi. I trzeba przyznać, że początek jest zdecydowanie obiecujący – zwłaszcza, jeśli przyjąć, że kluczowym jego elementem będzie rodzicielska więź łącząca robota i człowieka.

Czyżbyśmy mieli do czynienia z dziełem, które aspiruje do miana ambitnego socjologicznego science fiction? 

Niestety – nie.

Fot. Adelaide Now

Pod pewnymi względami Jestem matką podobny jest do wcześniejszego Orbiter 9, również od Netfliksa. W obu przypadkach główna bohaterka zostaje postawiona w sytuacji, w której kontestować będzie otaczającą ją rzeczywistość. W obu przypadkach scenarzysta wyciąga tę kartę nadspodziewanie wcześnie, przez co film podąża w innym kierunku, niż można by się spodziewać. Wreszcie w obu przypadkach, kiedy przeminą napisy końcowe, widza nachodzi refleksja: “a mogło być tak dobrze”.

Jestem matką produkcją szczególnie odkrywczą z całą pewnością nie jest. Pełnymi garściami czerpie ze spuścizny gatunku, co samo w sobie nie jest zresztą niczym złym. Tym bardziej, że film ma też kilka niezaprzeczalnych zalet; pomimo dość powolnego tempa narracji na ekranie dzieje się dużo, liczne zwroty akcji potrafią zaintrygować i utrzymać widza w napięciu (a przynajmniej – w niepewności). Od strony technicznej obrazowi Sputore’a również niczego zarzucić nie można; muzyka umiejętnie buduje klimat, scenografia robi ogromne wrażenie, a efekty specjalne (zwłaszcza w scenach o których pisać nie wypada, żeby nie zepsuć zabawy) zachwycają, genialnie wzbogacając świetne skądinąd kadry.

Jednocześnie film cierpi na kompletny brak pierwiastka, który sprawiłby, że zostanie zapamiętany na dłużej. 

Fot. Inverse

Pal licho klisze, na których jest zbudowany – wszak odwołuje się do żelaznego motywu science fiction, przerabianego wcześniej po wielokroć. Jestem matką jest kolejnym głosem w filmowym dyskursie o autodestrukcyjnych zapędy ludzkości, jednocześnie przestrzegając przed potencjalnie zgubnymi konsekwencjami rozwoju technologii. Z drugiej strony, ewidentne mankamenty filmu łatwo można zrzucić na karb założeń opowiadanych historii. Wszak trudno po bohaterze, który całe swoje życie spędził w towarzystwie droida, oczekiwać intrygującej osobowości lub umiejętności prowadzenia błyskotliwych polemik. Czy też podejmowania racjonalnych decyzji w oparciu o bardzo wątłe przesłanki. Córka, podejmując decyzje, kieruje się emocjami, co jest zrozumiałe, zważywszy na przedziwne okoliczności, w jakich przyszło jej żyć.

Można za to mieć do twórców pretensje, że kreśląc w początkowych scenach świat przedstawiony, świadomie i celowo wprowadzają widza w błąd. Choć jest to tak naprawdę detal, to jednak ta ordynarna kuglarska sztuczka wynika chyba wyłącznie z lenistwa scenarzystów, którzy zasadzają na niej dalsze, z założenia zaskakujące, zwroty akcji. Dokładnie ten sam efekt dałoby się osiągnąć bez najmniejszego wysiłku, gdyby informacja ta popłynęła z ust (lub “ośrodka mowy”) jednego z bohaterów. A tak – widz ma prawo czuć się oszukany. 

Taki właśnie jest ten film. Jestem matką jest niczym niespełniona obietnica. 

Punkt wyjścia ma niezwykle interesujący, po czym dość szybko zaczyna podążać utartymi ścieżkami. I choć robi to w niezłym stylu, to jednak w ostatecznym rozrachunku pozostaje zawód nad straconą szansą na dzieło co najmniej oryginalne. Może nie przełomowe, może nie aspirujące do miana klasyka science fiction, ale przy całej swej prostocie – niezwykłe. Obejrzeć z całą pewnością można, a pod wieloma względami docenić wręcz trzeba.

Tylko trudno przy tym nie odnieść wrażenia, że film nie wykorzystał swojego potencjału.