Punisher (Marvel’s The Punisher)

Pomysł serii: Akiva Goldsman, Geoff Johns i Greg Berlanti

Występują: Jon Bernthal, Ebon Moss-Bachrach, Ben Barnes, Amber Rose Revah, Daniel Webber
Produkcja: USA, 2017 – 2019
Sezony: 2
Gatunek: ekranizacja komiksu

Ocena: 3.5 out of 5 stars

Ostatni serial będący koprodukcją Netfliksa i Marvela w wielu momentach ociera się o doskonałość. Szkoda, że całość jest mocno nierówna.

Kiedy Frank Castle w interpretacji Jona Bernthala debiutował w drugim sezonie Daredevila, zyskał tak dużą przychylność widzów, że powierzenie mu własnego serialu stało się nieuniknione. Trudno się dziwić – targany emocjami były żołnierz sił specjalnych, który, kierując się własnym poczuciem sprawiedliwości, eliminuje wszelkiej maści szumowiny, przy okazji szukając zemsty za śmierć rodziny, był najmocniejszym punktem tej serii Daredevila (a właściwie: jedynym mocnym punktem).

Kiedy pierwszy sezon Punishera dobiegł końca, nie miałem żadnych wątpliwości: otrzymaliśmy produkcję bliską ideału.

Świetnie napisaną, kapitalnie poprowadzoną, rewelacyjnie zagraną (Bernthal urodził się do swojej roli!), z fantastycznie nakreślonymi postaciami. Twórcom udała się też nie lada sztuka – równolegle prowadzone wątki doskonale się uzupełniały, rozwijając zarówno główną oś fabularną, jak i pozwalając na nadanie bohaterom dynamiki.

Fot. Business Insider

Drugi sezon zaczął się równie obiecująco – gdzieś na amerykańskiej prowincji, Bogu ducha winny Castle staje w obronie dziewczyny, na życie której dybie tajemnicza grupa zabójców. Jak można się łatwo domyślić, wkrótce sytuacja wymyka się spod kontroli, zmuszając Franka do powrotu do roli Punishera.

Z drugimi częściami tak to już jest, że ich twórcy zwykle za wszelką cenę próbują przelicytować samych siebie. Nie inaczej jest w tym przypadku, aczkolwiek nagromadzenie wątków i postaci tym razem serialowi nie służy. Choć oceniane oddzielnie bez wątpienia są one interesujące, to jednak drugi sezon Punishera całkowicie zatraca dynamikę, przez co całość jest mocno męcząca w odbiorze. Co gorsza, główny bohater stanowczo zbyt często i na zbyt długo znika z ekranu, ustępując miejsca niekończącym się rozmowom postaci drugoplanowych. Rozmowy te z założenia mają podkreślić tragizm ich położenia, a przede wszystkim – emocjonalne skrzywienie (co się akurat udało), ale na dłuższą metę takie podejście najzwyczajniej się nie sprawdza.

Drugi sezon Punishera zwyczajnie nudzi.

Szkoda. Bo choć serial nakręcony został w podobnej estetyce, co pozostałe produkcje uniwersum “The Defenders”, to w przeciwieństwie do większości z nich, w pierwszym sezonie oglądało go się z niekłamaną przyjemnością. Przede wszystkim dlatego, że twórcom udało się znaleźć złoty środek pomiędzy perypetiami Punishera i Franka Castle. W pozostałych produkcjach zwykle balans był bardzo poważnie zaburzony, niejako oddalając je od komiksowego rodowodu.

Do niezaprzeczalnych zalet można zaliczyć również ponadprzeciętne aktorstwo – w tym elemencie Punisher praktycznie nie ma słabego punktu, a Ebon Moss-Bachrach (w roli Davida Liebermana) i Amber Rose Revah (jako Dinah Madani, agentka Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego) autentycznie błyszczą.

Serial porusza również kilka ważnych społecznie tematów.

Twórcom należą się brawa za umiejętne ukazanie dramatu weteranów. Na froncie gotowych oddać życie za ojczyznę, po powrocie do kraju – niechcianych i zapomnianych. Niepotrafiących odnaleźć się w cywilnym życiu, zmagających się z traumami i walczących z demonami przeszłości. Jest w tym wszystkim coś, co przywodzi na myśl tragizm postaci Johna Rambo z filmu Rambo – Pierwsza krew (w tym kontekście przemilczmy jego kontynuacje), który doskonale to zjawisko zilustrował.

Fot. Viax

Punisher próbuje przy tym mierzyć się przy tym z odwiecznym pytaniem o istnienie celu, który uświęca środki. Czy są granice, których nie należy przekraczać, nawet w imię większego dobra? Jak dalece można się zatracić w dążeniu do sprawiedliwości? Przed takimi dylematami staje właśnie agentka Madani, której ideały zostają wystawione na poważną próbę. Co ciekawe, Castle tego wyboru dokonuje znacznie wcześniej, a serial rewelacyjnie pokazuje gorzkie konsekwencje obranej przez niego ścieżki.

Pod pewnymi względami zawiedzeni mogą czuć się jednak fani komiksów o Punisherze.

Postać tytułowego Mściciela dość wyraźnie różni się od swojego komiksowego pierwowzoru, dla którego likwidacja kolejnych bandziorów była nie tylko chlebem powszednim, ale przede wszystkim – nadawała sens jego istnieniu. W serialu skłonności psychopatyczne (a jakże!) Franka Castle ujawniają się ledwie w kilku momentach – a i wówczas można w pewnym sensie usprawiedliwić jego działania. Najwyraźniej twórcy obawiali się, że przypadkowy widz mógłby nie zaakceptować antybohatera o ewidentnie skrzywionej psychice, dla którego ludzkie życie nie stanowi absolutnie żadnej wartości. I dopiero w świetnej ostatniej scenie drugiego sezonu zobaczyliśmy Punishera prawdziwego, takiego, jakiego znamy z kart komiksów. Być może w kolejnych seriach mielibyśmy okazję podziwiać, jak Castle beznamiętnie kasuje kolejnych nowojorskich oprychów.

Tego się już, niestety, nie dowiemy. Serial po dwóch sezonach został anulowany.


Wielka szkoda, bowiem Punisher, pomimo wszystkich swoich wad, to i tak najlepsza serialowa koprodukcja Marvela i Netfliksa.