Titans

Pomysł serii: Akiva Goldsman, Geoff Johns i Greg Berlanti
Występują: Brenton Thwaites, Anna Diop, Teagan Croft, Ryan Potter, Joshua Orpin
Produkcja: USA, 2018 – nadal
Sezony: 1
Gatunek: ekranizacja komiksu

Ocena: 4.5 out of 5 stars

Kinowe uniwersum DC (o wdzięcznej nazwie Światy DC) dość nieudolnie starało się nawiązać do sukcesów swojego największego konkurenta, Marvela i jego Marvel Cinematic Universe. Projekt spalił na panewce, kolejne filmy ponosiły finansowe porażki (okay, bardziej sprawiedliwe byłoby określenie: nie zarabiały tak dobrze, jak życzyliby sobie tego producenci), a i krytycy często nie zostawiali na nich suchej nitki (pal licho, że często uciekając się do przesady). Co innego produkcje telewizyjne. Tu DC ma się zaskakująco dobrze, choć większość z ich produkcji do miana arcydzieła z całą pewnością nie aspiruje.

Mam tu oczywiście na myśli tzw. Arrowverse, czyli cykl produkowanych przez stację CW seriali, do których zalicza się Arrow, The Flash, Supergirl i Legends of Tommorow. A przecież w zanadrzu są jeszcze udane Gotham i zdecydowanie przedwcześnie skasowane Constantine. Najwyraźniej DC postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce i bezpieczne, stosunkowo proste i nieco kiczowate seriale Arrowverse postanowiło przyćmić nowym uniwersum, rozwijanym na potrzeby własnej platformy VOD.

Fot. dccomics.com

Na pierwszy ogień wzięto grupę bohaterów pod szyldem Teen Titans

W ten sposób DC częściowo wpisze się w nową politykę przyświecającą produkcjom kinowym. Po sukcesach Wonder Woman, a szczególnie niedawnym Aquamanie postanowiono trzymać się z daleka od sztandarowych postaci wydawnictwa, Supermana i Batmana. Titans (słowo Teen w tytule pominięto zapewne nie przez przypadek, ale o tym za chwilę) robi to w iście ekwilibrystyczny sposób. Od Batmana na dłuższą metę uciec się nie dało, wszak założycielem grupy jest Dick Grayson, czyli pierwszy Robin (dla tych, którzy niezbyt dobrze orientują się w komiksowych niuansach wyjaśniam, że to pierwszy z trzech pomocników Mrocznego Rycerza ochrzczonych tym mianem). Głównie jednak (nader często) przywoływany jest w rozmowach, na ekranie zaś widzimy go… chociaż nie, tego wątku Wam nie zdradzę. Jest zbyt dobry, żeby psuć Wam przyjemność.

Greysona poznajemy zatem, kiedy jego drogi z Bruce’em Wayne’em się rozchodzą. Za dnia walczy z przestępczością jako detektyw wydziału policji w Detroit. W nocy zaś bez powodzenia próbuje zerwać ze swoim alter ego Robina (w pierwszym sezonie serialu jeszcze nie przyjmuje tożsamości Nightwinga). Prowadząc jedno ze śledztw, jego drogi krzyżują się z tajemniczą dziewczyną, Rachel (znana później jako Raven), która katalizuje wydarzenia i wokół której skupią się kolejni członkowie grupy, Kory Anders (Starfire) i Garfield Logan (Beast Boy).

Fot. destructoid.com

Titans bez wahania można uznać za produkcję dojrzałą.

Serial jest zaskakująco mroczny i zdecydowanie nadspodziewanie brutalny. DC jednak dla odmiany nie popadło w cechującą koprodukcje Marvela i Netfliksa (Daredevil, Jessica Jones i resztę uniwersum Defenders) depresyjność, a poszło w zupełnie innym kierunku. Być może, zapatrzone w artystyczny sukces Legionu, postawiło na zabawę formą, odwagę w eksperymentowaniu, większą umowność, a momentami wręcz – groteskę. Skutkiem tego w serialu pojawia się kilka motywów, za sprawne poprowadzenie których twórcom należą się oklaski na stojąco, z “Nuklearną Rodziną” czy umiejętnym wprowadzeniem grupy Doom Patrol na czele.

Ale to nie wszystko. Dzięki zmianom w sposobie narracji, tonacji, wykorzystaniu retrospekcji, ale też okazjonalnemu zbaczaniu z utartej ścieżki, podczas oglądania Titans nie sposób się ani nudzić opowiadaną historią, ani znużyć formułą serialu. Już samą fabułę można uznać za co najmniej intrygującą, a co nie mniej istotne, rozwiązanie poszczególnych wątków jest niezwykle satysfakcjonujące.

Czy Titans oddaje sprawiedliwość komiksowemu pierwowzorowi? Nie mnie oceniać, bo z materiałem wyjściowym nigdy nie miałem styczności. Czy oddaje ducha komiksów ze świata DC? Nie do końca. Serialowy Grayson nie jest tym samym Graysonem, jakiego ja znam. Choć świat komiksowego Batmana jest mrocznym i brutalnym miejscem (tak, Batmana cechował “mrok” na długo zanim jeszcze, zanim w kulturze popularnej stało się to modne!), to jednak jego bohaterowie pewnych granic nie przekraczają. Również sam Robin, choć w pewnym momencie się usamodzielnia, raczej aż takiej urazy względem swego mentora nie żywił (swoją drogą, rzucane przez Graysona w pierwszym odcinku: “Fuck Batman” kapitalnie nakreśla filozofię serialu). No, ale to już chyba pokłosie ogólnych zmian zachodzących w telewizji i ciągłego przesuwaniu barier tego, czego pokazywać nie wypada. Dzisiejsza widownia najwyraźniej łaknie takich niejednoznacznych moralnie bohaterów. Pal licho, że nie ma w tym za grosz szacunku do liczącej dekady spuścizny.

Twórcy Titans fanom historii obrazkowych starają się ten dysonans nieco wynagrodzić, umieszczając w serialu nawiązania czytelne wyłącznie dla nich (nie przegapcie sceny po napisach końcowych ostatniego odcinka!).

Nie zmienia to jednak faktu, że Titans jest bardzo udaną produkcją. Trochę wbrew logice, trochę wbrew moim oczekiwaniom, bez reszty zanurzyłem się w serialowy świat, który fascynuje tak formą, jak i treścią. Bezwzględnie polecam – zwłaszcza, jeśli tematyka zamaskowanych mścicieli jest Wam bliska. Prawdziwa uczta dla zmysłów!