Podróżnicy (Travelers)

Pomysł serii: Brad Wright
Występują: Eric McCormack, MacKenzie Porter, Nesta Cooper, Jared Abrahamson, Reilly Dolman, Patrick Gilmore
Produkcja: Kanada, USA (2016 – 2018)
Sezony: 3
Gatunek: science fiction

Ocena: 4 out of 5 stars

Podróżnicy to kolejny serial, na który natrafiłem przez zupełny przypadek i który zacząłem oglądać z dość dużą dozą ostrożności. Jak każdy pamiętający lata dziewięćdziesiąte, na hasło “kanadyjski serial science fiction” oczyma wyobraźni widziałem charakterystyczne logo wytwórni Alliance Atlantis. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że studio to, wywodzące się z Kraju Klonowego Liścia odpowiadało takie klasyki, jak Tajemnicza wyspa, Czynnik PSI, Ziemia: Ostatnie starcie, Po tamtej stronie czy Pamięć absolutna 2070. Łączyło je kilka cech wspólnych: ciekawy koncept, niezły klimat i bardzo budżetowe wykonanie, co przekładało się na jakość scen z wykorzystaniem efektów specjalnych. Ot, interesujące, ale pozbawione krzty artyzmu produkcje. Raczej wyłącznie dla zagorzałych fanów gatunku.

W gruncie rzeczy Podróżnicy w zasadzie wpisują się w te schematy. Pomysł na serię jest wprawdzie ciekawy, ale mało odkrywczy: w odległej przyszłości rasa ludzka stoi na krawędzi zagłady. Ziemia, strawiona kataklizmem, stała się niegościnną planetą, a niedobitki obecnej cywilizacji zmuszeni są przeżywać swe dni stłamszeni w schronach. Rozwiązaniem wydaje się być program “Podróżników”; specjalnie szkolonych agentów, których jaźń przesyłana jest do czasów nam współczesnych, w celu zapobiegania katastrofom mającym wpływ na dramaty przyszłości. Szkopuł polega na tym, że podróżnicy nadpisują umysły osób, które w innych okolicznościach miały – według danych historycznych – umrzeć, by następnie wieść ich życie, jednocześnie wykonując rozkazy Dyrektora – potężnej sztucznej inteligencji, czuwającej nad linią czasową. Co, jak się okazuje, wcale nie jest prostym zadaniem.

Intrygujące, przyznaję. Ale w praktyce twórcy dość zdawkowo serwują nam kolejne elementy świata przedstawionego sprawiając, że główny zdawałoby się wątek fabularny jest zmarginalizowany.

W tym miejscu dochodzimy do największego paradoksu Podróżników. Serial jest tak dobry właśnie dlatego, że jego mitologia często pozostaje gdzieś na drugim planie, ustępując miejsca perypetiom głównych bohaterów.

Bohaterów właśnie, a nie tylko postaci.

Twórcy serialu bardzo dużo uwagi poświęcili ich właściwemu rozpisaniu, dzięki czemu każdy z członków ekipy dowodzonej przez Podróżnika 3468 zyskał swoją własną, niepowtarzalną osobowość, która – co istotne – podlega ciągłym zmianom, na co wpływ ma nie tylko świadomość ich wcześniejszego życia w przyszłości, ale doświadczenia teraźniejszości. Szczerze mówiąc, oglądając Podróżników często łapałem się na tym, że dramaty bohaterów opowieści angażowały mnie bardziej, niż główny wątek fabularny. Co absolutnie nie oznacza, że jest on słaby, po prostu bardziej frapujące okazały się próby odnalezienia się bohaterów we współczesnym świecie i konieczność godzenia ze sobą dwóch osobowości. Brawa!

Fot. express.co.uk

Oceniając ten serial nie sposób nie wspomnieć o rewelacyjnej dyspozycji aktorów, którzy ewidentnie zżyli się z granymi przez siebie postaciami. Nie uświadczymy tu głośnych nazwisk; bodaj jedynym rozpoznawalnym aktorem spośród głównych członków obsady jest znany z sitcomu Will & Grace Eric McCormack. Czy to źle? Skądże! Spróbujcie się nie zachwycić urodą MacKenzie Porter, nie kibicować Reilly’emu Dolmanowi w walce z nałogiem, albo nie współczuć Niescie Cooper w walce o syna – w obsadzie zwyczajnie nie ma słabych punktów.

Ubolewam nad tym, że po trzech sezonach serial został skasowany.

W zalewie wszystkich dostępnych na Netfliksie tytułów, Podróżnicy z całą pewnością był jednym z tych, na wznowienie których czekałem najbardziej. Na szczęście zakończenie, choć nie zostało zapewne napisane z taką myślą, doskonale (i przewrotnie) domyka historię. Finał jest wprawdzie gorzki, ale w zasadzie taki był też cały serial.

Podróżnicy opowiadali w gruncie rzeczy przygnębiającą historię, dodatkowo serwując ją w dość ponurym tonie. Serial ten absolutnie nie przecierał żadnych nowych szlaków. Nie można go nazwać przełomem, ani nawet arcydziełem. Była to – tylko albo aż – bardzo solidna produkcja, pozbawiona wprawdzie wizualnych fajerwerków, ale za to bezbłędnie napisana i jeszcze lepiej zagrana. Zaskoczenie? Owszem. Ale oby więcej takich!