The 100

Pomysł serii: Jason Rothenberg, na motywach powieści Kass Morgan
Występują: Eliza Taylor, Bob Morley, Paige Turco, Henry Ian Cusick, Marie Avgeropoulos
Produkcja: USA, 2014 – nadal
Sezony: 5
Gatunek: postapokaliptyczne science fiction

Ocena: 4.5 out of 5 stars

Swoją przygodę z The 100 rozpocząłem trochę przez przypadek, trochę z przysłowiowego “braku laku”. Jeszcze przed oficjalnym startem Netfliksa w Polsce, serialowa biblioteka internetowego giganta była stosunkowo uboga. Zwłaszcza w szczególnie mi bliskim gatunku science fiction.

I choć opis był obiecujący:

“97 lat po nuklearnej katastrofie grupa stu młodych przestępców zostaje wysłana z umierającej stacji kosmicznej na Ziemię, by sprawdzić, czy można na niej zamieszkać.”

to nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że serial – o którym wcześniej, co istotne, nigdy nie słyszałem – będzie raczej młodzieżową papką, co najwyżej ślizgającą się po jakże wdzięcznym temacie świata po nuklearnej apokalipsie.

© The CW Network, LLC. All Rights Reserved

Pierwsze odcinki zdawały się potwierdzać moje obawy; The 100 napisane było dość topornie, dosadnie, scenariusz pełen był klisz i banałów, którym na siłę próbowano nadać pozory powagi. Z czasem jednak wszystko zaczęło się zmieniać. A może to nie serial się zmieniał? Może to ja zacząłem rozumieć jego konwencję? Tak czy siak, z odcinka na odcinek przygody Clarke, Bellamy’ego i reszty skazańców stały się coraz bardziej frapujące, a od serialu coraz trudniej było mi się oderwać. Z czasem było już tylko lepiej.

Dziś śmiało mogę przyznać, że The 100 jest produkcją uzależniającą. To szalona jazda bez trzymanki, która widzowi ma do zaproponowania potężną dawkę emocji, czasem wprawdzie niebezpiecznie zbliżając się do granicy guilty pleasure, ale jej nie przekraczając. Scenarzyści do perfekcji opanowali sztukę budowania napięcia. Formuła serialu zasadza się na ciągłym suspensie i zwrotach akcji, która zmienia się jak w kalejdoskopie. Wydarzenia z jednego tylko odcinka często mogłyby spokojnie zostać rozpisane na pół sezonu. Wydaje się, że twórcy za punkt honoru przyjęli zasadę, zgodnie z którą każda scena i każdy dialog popychają fabułę do przodu. Dosłownie – nie ma tu momentów, które pozwalałyby na złapanie oddechu, a o nudzie zwyczajnie nie może być mowy. Oczywiście The 100 jest przez to bardzo dosłowne; na jakiekolwiek artystyczne zabiegi nie ma tu zwyczajnie miejsca. Cóż z tego, skoro akcja pędzi na złamanie karku, a widz nie ma czasu zastanawiać się ani nad środkami wyrazu, ani nawet nad sensem ciągu przyczynowo-skutkowego?

Znakiem rozpoznawczym The 100 jest to, że bohaterowie ciągle stawiani są przed problemami, z których tak naprawdę nie ma dobrego wyjścia, przez co zwykle wpadają z deszczu pod przysłowiową rynnę. Muszą przy tym dokonywać szalenie trudnych wyborów – zwykle kierując się zasadą mniejszego zła. Twórcy bardzo obrazowo i dobitnie podkreślają podstawową cechę ludzkich charakterów, jaką jest pragnienie przetrwania. Instynkt samozachowawczy popycha protagonistów do czynów okrutnych, bezwzględnych, niehumanitarnych. W świecie The 100 obowiązuje tylko jedna zasada: “my, albo oni”. Cała reszta ma znaczenie trzeciorzędne. Co jednak ważne, zwykle każda ze stron konfliktu ma swoje racje, a czarno-biały podział świata przedstawionego jest jedynie pozorny.

The© 2016 The CW Network, LLC. All Rights Reserved

Daje to zresztą duże pole do popisu dla scenarzystów. Dzięki temu bohaterowie serialu dalecy są od jednowymiarowych postaci; każdy z nich przechodzi w pewnym momencie metamorfozę. Doświadczenia zmieniają absolutnie wszystkich. Czasem na lepsze, często – na gorsze. Każdy musi dźwigać jakieś brzemię, mierzyć się z konsekwencjami własnych czynów. Żyć ze sobą, pomimo wszystkich okropieństw, jakich doświadczyli i jakich się dopuścili.

Pomimo tego, bohaterów The 100 da się lubić. Ba! Faktycznie przejmować ich losem. Duża w tym zasługa rewelacyjnie dobranych aktorów (co nie oznacza, że aktorów rewelacyjnych), którzy naprawdę angażują się w grane przez siebie postaci. I choć na pierwszy plan, zwłaszcza początkowo, wybijają się Clarke i Bellamy, którzy mają zadatki na przywódców grupy ocalałych, do scenarzyści systematycznie pogłębiają rysy pozostałych bohaterów serialu.

The 100 opowiada wprawdzie jedną historię, jednak poszczególne sezony wyraźnie różnią się od siebie, przede wszystkim dominującym lejtmotywem; czy będzie nim walka z żyjącymi w potężnym schronie niedobitkami minionej cywilizacji, czy (szczególnie udane!) zmagania ze sztuczną inteligencją, nieco zbyt dosłownie realizującą zadane algorytmy, czy też próby uchronienia się przed skutkami nuklearnego holocaustu. Za kreatywność w wymyślaniu coraz to nowych tematów, ale też sprawnym łączeniu ich w całość twórcą bezwzględnie należą się brawa.
The 100 z całą pewnością nie jest najlepiej napisanym, zagranym, ani zrealizowanym serialem. Nie doszukujcie się w nim głębi, drugiego dna. W zamian oferuje jednak nieprawdopodobną dawkę emocji, która z nawiązką rekompensuje wszelkie braki. Gdybym miał Wam polecić jeden tytuł do obejrzenia w ramach binge-watchingu, jeden, dla którego warto zarwać całą noc, bez wahania wskazałbym właśnie na The 100!