TAU

Reżyseria: Federico D’Alessandro
Scenariusz: Noga Landau
Występują: Maika Monroe, Ed Skrein, Gary Oldman
Produkcja: USA, 2018
Czas trwania: 97 minut
Gatunek: science fiction

Ocena: 2 out of 5 stars

Jest coś dziwnie uroczego w nieporadności twórców Tau. Nie wiadomo jedynie, czy film odzwierciedla ich intencje, czy też cały projekt przerósł ich możliwości.

Młoda dziewczyna porwana przez genialnego acz szalonego naukowca, przetrzymywana w domu sterowanym przez wyposażony w sztuczną inteligencję superkomputer. Brzmi intrygująco? Jeszcze jak! Mądrych dzieł science fiction traktujących o rozwoju AI nigdy za wiele, szczególnie, że rzeczywistość zaczyna powoli doganiać niegdysiejszą fikcję i prędzej czy później będziemy musieli zacząć poważną dyskusję na temat możliwości, ale i zagrożeń płynących ze strony tej gałęzi informatyki.

Szkoda tylko, że film nawet przez chwilę nie dotrzymuje kroku oczekiwaniom widza, a i poważnym głosem w tej dyskusji z całą pewnością nie będzie. Tau jest bowiem przedziwną mieszanką gatunków, od quasi-slashera począwszy, a na twardym science fiction skończywszy, przy czym w żadnym z nich nie czuje się do końca dobrze, ostatecznie sprawiając wrażenie filmu kręconego straight-to-DVD ; bez większych ambicji, naprędce, jakby jego twórcom szczególnie na końcowym efekcie nie zależało.

Niewykluczone zresztą, że wspomniane wcześniej oczekiwania są tu największym problemem. Wszak dzieło, którego lejtmotywem jest sztuczna inteligencja przez fanów gatunku niemal z automatu winno stawać w szranki z największymi klasykami. Widz (czytelnik) oczekuje traktatów filozoficznych godnych Asimova, Lema, czy Dicka. Arcydzieł nawiązujących do Odysei kosmicznej 2001, Łowcy androidów, czy niedawnej Ex Machiny.

Może należy twórcom dawać większą swobodę, pozwalać na przedmiotowe wykorzystywanie tego jakże wdzięcznego motywu, podobnie, jak przed blisko 20 laty uczynili to (wówczas) bracia Wachowski w kultowym skądinąd Matriksie?

Fot. Hollywood Gossip

Może. Problem jednak polega na tym, że Tau trudno określić mianem filmu dobrego nawet, jeśli obniżymy poprzeczkę oczekiwań. Nazywając rzeczy po imieniu: dzieło debiutującego reżysera Federico D’Alessandro zwyczajnie nuży. A nuży, bo nie angażuje widza ani intelektualnie, ani emocjonalnie.

Intelektualnie, bo Tau ma tendencję do popadania w banał. Owszem, temat buntu maszyny przeciw swemu stwórcy jest tu dość solidnie eksploatowany, jednak niektóre chwyty zahaczają o groteskę (“Mam imię. Czy jestem człowiekiem?” pyta w pewnym momencie Tau). Zresztą samo zestawienie: bezduszny człowiek – współczująca maszyna jest doprawdy mało subtelne. Twórcy filmu dotykają spraw ważkich, ale obierają drogę na skróty, przez co nie ma on takiej siły rażenia, jak byśmy sobie życzyli. Nie wspominając o tym, że tytułowa sztuczna inteligencja, przestawiana jako “jedna z najbardziej zaawansowanych AI na świecie” w praktyce jest mniej rozgarnięta, niż asystent w moim telefonie komórkowym. Tau niespecjalnie sprawdza się też jako thriller – jest na to zbyt przewidywalny i sięga po chwyty znane widzowi aż nazbyt dobrze.

Nie oznacza to jednak, że film jest z gruntu zły. Pochwalić trzeba zwłaszcza jego realizację; począwszy od oszczędnej (akcja filmu niemal w całości rozgrywa się w kilku zaledwie pomieszczeniach), ale przemyślanej scenografii, zdjęć, które umiejętnie budują klaustrofobiczny klimat, nastrojowej muzyki Beara McCreary’ego (autora ścieżek dźwiękowych do seriali Battlestar Galactica i Żywe trupy) i niezłych efektów specjalnych. Na uwagę zasługują również kreacje aktorskie i zarówno Ed Skrein, jak i Maika Monroe bardzo poprawnie wywiązują się ze swoich ról. Nie można oczywiście zapomnieć o samym Garym Oldmanie, który użyczył głosu Tau, umiejętnie odzwierciedlając jego charakter. Dobry jest też sam punkt wyjścia – nawiązanie przez ciemieżoną Julię więzi emocjonalnej ze sztuczną inteligencją, wykorzystując jej ciekawość świata.

Wszystko to jednak za mało, by Tau uznać za film dobry, a być może nawet za wart obejrzenia. Jest to produkcja, która zainteresuje głównie miłośników science fiction, ale nawet oni nie będą usatysfakcjonowani. A szkoda.