Dom grozy (Penny Dreadful)

Pomysł serii: John Logan
Występują: Timothy Dalton, Eva Green, Josh Hartnett, Rory Kinnear, Reeve Carney
Produkcja: USA, Wielka Brytania 2014 – 2016
Sezony: 3
Gatunek: horror, dramat

Ocena: 5 out of 5 stars

Raz na parę lat trafiają się seriale wyjątkowe. Takie, które pochłaniają bez reszty, w które angażujemy się bezwarunkowo, z wypiekami na twarzy śledząc poczynania bohaterów, emocjonalnie zaangażowani w każdą minutę opowiadanej historii.

Oczywiście, ci z nas, którzy doświadczyli tego jedynego w swoim rodzaju uczucia obcowania z dziełem wybitnym – każdy ma swój własny, osobisty ich ranking. Tu nie ma dobrych i złych wyborów. Całkiem niedawno, trochę przez przypadek, a na pewno niespodziewanie, na czołowe miejsca mojej prywatnej listy przebojem wdarł się Dom grozy. Serial który z czystym sumieniem mogę określić mianem arcydzieła sztuki telewizyjnej.

Serial, o którym prawdopodobnie większość z Was nigdy nie słyszała.

Właściwie skąd to zdziwienie? Przecież producentem wykonawczym Domu grozy jest Sam Mendes, laureat Oscara i Złotego Globu za genialne American Beauty (1999), a który na swoim reżyserskim koncie ma jeszcze doskonałą Drogę do zatracenia (2002), Drogę do szczęścia (2008), czy dwie części bondowskiej serii: Skyfall i SPECTRE. Z kolei pomysłodawcą serialu, który przy okazji napisał też lwią część odcinków, jest John Logan, trzykrotnie nominowany do Nagrody Akademii za scenariusze do filmów Hugo i jego wynalazek, Aviator i Gladiator. Przy okazji zgarnął Złoty Glob za Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street. Obaj panowie bez wątpienia mogą być zaliczani do hollywoodzkiej ekstraklasy.

Tyle, że przy okazji Domu grozy zapuścili się w rejony wcześniej przez siebie niezbadane. Wszak jest to serial, w którym w jednym miejscu spotykają się i wampiry, i wilkołaki, i wiedźmy, Abraham Van Helsing, doktor Frankenstein wraz ze stworzoną przez siebie kreaturą, doktor Jekyll, hrabia Dracula – słowem: cały panteon klasyki literatury grozy. Taka mieszanka kazała mi sądzić, że produkcja ta będzie raczej niezobowiązującą zabawą utrzymaną w postmodernistycznej stylistyce.

Nie mogłem się bardziej pomylić.

Twórcom serialu udała się rzecz wydawać by się mogło niemożliwa. Dom grozy jest produkcją iście zjawiskową, tak w formie, jak i treści. Jest to wielowątkowa, ale i wielopoziomowa opowieść o walce dobra ze złem, w której bohaterowie zmagają się nie tylko z otaczającą ich grozą, ale przede wszystkim z samymi sobą – z własnymi grzechami, poczuciem winy, słabościami. Poszukują ukojenia, ale i odkupienia.

Serial jest przy tym zanurzony jest w cudownej aurze epoki wiktoriańskiej, skrzętnie budowanej przez speców od scenografii i kostiumów, okraszony przepięknymi zdjęciami i fenomenalną muzyką naszego Abla Korzeniowskiego – doprawdy, wystarczy czołówka, by zanurzyć się w gęsty niczym smoła, ale jakże fascynujący, wręcz hipnotyzujący świat opowieści.

Fot. Time.com

Oto córka szanowanego brytyjskiego odkrywcy, Sir Malcolma Murray’a, który wsławił się licznymi podróżami po Czarnym Lądzie, zostaje porwana przez moce nieczyste. Sir Malcolm (doskonały jak zwykle Timothy Dalton) organizuje ekipę, która pomoże mu odzyskać ukochaną córkę. W jej skład wejdzie spirytystka Vanessa Ives, owładnięty ideą pokonania bariery życia i śmierci doktor Victor Frankenstein, Ethan Chandler, amerykański rewolwerowiec oraz egiptolog, Ferdinand Lyle.

Ten wydawać by się mogło prosty punkt wyjścia dość szybko zaczyna ewoluować, fabuła rozwija się o coraz to nowe wątki poboczne, często bardziej intrygujące, niż główna oś historii. Całość jednak jest niesamowicie spójna, a poszczególne elementy opowieści wzajemnie się uzupełniają.

Decydując się na oglądanie Domu grozy warto mieć na uwadze, że tempo narracji serialu jest powolne. Fabuła budowana jest cierpliwie, a scenariusz Logana równie duży nacisk kładzie na jak najlepsze nakreślenie postaci – co zresztą udaje się doskonale. Serial ten oferuje zatem prawdziwą galerię fantastycznie napisanych, pełnych życia, wielkowymiarowych, a co najważniejsze – zapadających w pamięć bohaterów. Doprawdy, złożonością charakterów Dom grozy zawstydzić może niejeden serial “głównego nurtu”.

Dom grozy jest też serialem bardzo odważnym (Showtime, podobnie jak HBO, zaliczany jest do kanałów telewizyjnych segmentu “premium”, a co za tym idzie, twórcy mogą sobie pozwolić naprawdę na wiele). Pełnym przemocy, krwi, niedwuznacznej erotyki. Przy tym wszystkim jest dziełem tak przejmującym, ale też przygnębiającym. Bohaterowie często stawiani są w sytuacjach, z których nie ma dobrego wyjścia, a ewentualne zwycięstwa zwykle okazują się być pyrrusowe. Całość utrzymana jest przy tym w niezwykle przygnębiającej stylistyce – zdecydowanie nie jest to serial łatwy i lekki w odbiorze.

Żadna recenzja Domu grozy nie odda sprawiedliwości tej produkcji, jeśli nie wspomni o kapitalnych kreacjach aktorskich – w obsadzie nie sposób wskazać na jakikolwiek słaby punkt. Co ciekawe, w serialu pojawia się sporo znanych nazwisk, co z jednej strony wskazuje na klasę całego przedsięwzięcia, a z drugiej na ogólną zmianę, jaka zaszła w telewizji na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat (ale o tym przy innej okazji).

Fot. Black Book

I tak na pierwszym planie mamy rewelacyjnego jak zawsze Timothy’ego Daltona, najlepiej oczywiście znanego z roli Jamesa Bonda (W obliczu śmierci, Licencja na zabijanie). Grany przez niego Sir Malcolm sprawia wrażenie postaci posągowej, ale z czasem okazuje się, że jest to jedynie fasada, za którą skrywa się człowiek życiowo przegrany, co Dalton uchwycił bezbłędnie. Niezwykle wymagająca rola przypadła w udziale Evie Green, szczególnie w odcinkach, w których poznajemy trudną przeszłość Vanessy Ives. Green świetnie oddała zagubienie, samotność i utrapienie (a poniekąd również i szaleństwo) granej przez siebie postaci. Warto zwrócić również uwagę na Rory’ego Kinneara, który wcielając się w stworzone przez Frankensteina monstrum potrafi wzbudzać współczucie, a także – szczególnie! – Reeve’a Carney’a w roli nieśmiertelnego Doriana Gray’a (inspirowanego bohaterem powieści Oscara Wilde’a), którego brak moralności i hedonizm równoważy swoista wrażliwość. Tę wyliczankę można zresztą ciągnąć jeszcze długo, bowiem wszyscy aktorzy wspięli się tu na wyżyny swoich umiejętności i swojego talentu – w czym zresztą duża zasługa scenariusza, który każdemu z nich dał możliwość rozwinięcia skrzydeł.

Owszem, w trzecim sezonie serial nieco traci fason; jeden z wątków zostaje przeniesiony do USA i zarówno stylistycznie, jak i jakościowo odstaje od reszty. To jednak jedyna łyżka dziegciu w beczce miodu, jaką jest Dom grozy. Jasne, jeśli nie gustujecie w tym gatunku, pewnie nawet tak wybitne dzieło Was nie przekona. W przeciwnym razie koniecznie spróbujcie zatopić się w świat serialu – na Netfliksie nie znajdziecie wiele równie udanych produkcji. Dzieło Johna Logana jest prawdziwym artystycznym triumfem, tak w formie, jak i treści.