Ładunek (Cargo)

Reżyseria: Ben Howling, Yolanda Ramke
Scenariusz: Yolanda Ramke
Występują: Martin Freeman, Anthony Hayes, Caren Pistorius, Simone Landers
Produkcja: Australia, 2017
Czas trwania: 105 minut
Gatunek: horror, dramat

Ocena: 4.5 out of 5 stars

W ostatnich latach tematyka żywych trupów została niemiłosiernie zgrana – zarówno w kinie, jak i telewizji. Okazuje się jednak, że mając dobry pomysł na film, nawet z tak wyeksploatowanego gatunku można wycisnąć dość świeże soki.

Andy’ego (Martin Freeman) poznajemy, kiedy wraz z żoną (Susie Porter) i roczną córką Rosie przemierzają bezkresną rzekę na pokładzie barki zaadaptowanej na dom. Jak się wkrótce okazuje, ich niechęć do zejścia na ląd ma swoje uzasadnienie – oto bowiem świat trawi tajemniczy wirus, za sprawą którego zarażeni ludzie w ciągu 48 godzin zamieniają się w krwiożercze zombie. Nieszczęśliwy splot zdarzeń zmusza ich jednak do wyruszenia w pełną niebezpieczeństw podróż przez australijskie pustkowie.

Dystrybuowany przez Netfliksa Ładunek cudownie dryfuje w gatunkowym zawieszeniu. Jasne, najprościej film ten zaszufladkować jako postapokaliptyczny survival horror z elementami filmu drogi – wszak cechują go wszystkie pancerne atrybuty tych gatunków. Jednak pod płaszczykiem dreszczowca skrywa się tak naprawdę solidny dramat, podstawą którego jest najbardziej podstawowe z uczuć: rodzicielska miłość do dziecka i potrzeba zapewnienia mu bezpieczeństwa, bez względu na cenę.

Jeśli spróbować rozebrać Ładunek na czynniki pierwsze okaże się, że nie jest to film pozbawiony wad. Rozczarowani będą przede wszystkim miłośnicy horrorów, które przecież z definicji powinny budzić grozę, a którą trudno doświadczyć podczas seansu – a przynajmniej nie w klasycznym rozumieniu filmowego strachu. Zombie na ekranie pojawiają się z rzadka, a nawet wtedy jawią się jako stworzenia raczej niegroźne; powolne, które stosunkowo łatwo unieszkodliwić. Jest to oczywiście zabieg celowy. Żywe trupy w Ładunku służą wyłącznie jako katalizator zdarzeń, napędzając fabułę w pożądanym przez twórców kierunku.

Po drugie, scenariusz filmu trudno uznać za szczególnie odkrywczy. Już po kilku minutach seansu można bezbłędnie odgadnąć dalszy rozwój fabuły. Nie spodziewajcie się w związku z tym szczególnie zaskakujących zwrotów akcji. W zasadzie jedyną niewiadomą pozostaje zakończenie opowieści, które zresztą nie każdego usatysfakcjonuje (choć akurat ja uważam je za całkiem udane).

Wreszcie, jeśli oczekujecie filmu akcji z prawdziwego zdarzenia, podczas seansu solidnie się wynudzicie. Naturalnie, trudno uznać to za wadę – ot nie jest to produkcja dla każdego.

Natomiast jeśli zaakceptujecie zaproponowaną formułę, jeśli dacie się porwać opowieści nie zważając na mniejsze lub większe potknięcia, może się okazać, że Ładunek zostanie z wami na długo po tym, jak przeminą napisy końcowe. Dlaczego? Otóż film ten niesie ze sobą potężny, nomen omen, ładunek emocji. Twórcy tego dzieła niemal do perfekcji opanowali umiejętność poruszania właściwych strun utworu, wyzwalając w widzu całą gamę uczuć; strachu, niepokoju, gniewu, współczucia, a przede wszystkim – wzruszenia.

Podróż Andy’ego chyba nieprzypadkowo do pewnego stopnia przypomina conradowskie Jądro ciemności; przemierzając odludne tereny bohater ten spotyka na swojej drodze ludzi, którzy w obliczu katastrofy przyjmują bardzo odmienne postawy. Część gotowa jest nieść pomoc, podczas gdy inni zatracają człowieczeństwo w stopniu nie mniejszym, niż wspomniane żywe trupy. Można mieć za złe scenarzystom, że nie poszli o krok dalej i nie do końca wykorzystali potencjał tkwiący w motywie pogłębiającego się szaleństwa ludzkości w obliczu apokalipsy. Z drugiej strony niewykluczone, że w ten sposób rozmyty zostałby wątek zasadniczy; rodzicielskiej, bezwarunkowej miłości do dziecka.

Przy czym, choć może zabrzmi to dziwnie, Ładunek poruszy przede wszystkim widza, który będzie się w stanie z Andym utożsamić: rodzica, małżonka. Jest w filmie scena, w której mała Kay próbuje odwzajemnić pocałunek ojca – ten drobny, niemal niezauważalny gest zapewne umknie uwadze osób, które same tego nie doświadczyły. Dla rodzica scena ta bez wątpienia będzie niezwykle poruszająca.

Na pocieszenie warto wspomnieć, że Ładunek broni się w aspektach czysto filmowych. Muzyka jest odpowiednio stonowana, wręcz dyskretna, subtelnie podkreślając niesamowity klimat produkcji. Świetną pracą kamery Geoffrey Simpson oddał całe piękno australijskich krajobrazów, fenomenalnie komponując kadry filmu. Wreszcie Martin Freeman fantastycznie wcielił się w postać archetypicznego wręcz, postawionego w sytuacji bez wyjścia everymana. Trzeba przy tym podkreślić, że aktor swojej roli nie przeszarżował, choć miał po temu możliwości, zważywszy, że film Bena Howlinga i Yolandy Ramke to niemal monodramat.

Koniec końców Ładunek obejrzeć zwyczajnie trzeba – jest to bez wątpienia jedna jedna z najlepszych produkcji sygnowanych marką “Netflix Original” i jednocześnie jedna z najciekawszych, spośród aktualnie dostępnych w przepastnej bibliotece tego internetowego giganta. Film ten nie każdemu w równym stopniu przypadnie do gustu, ale większości powinien zapewnić solidną dawkę emocji – również tych najbardziej podstawowych.